Jak zwiększyć poczucie własnej skuteczności?

Jak zwiększyć poczucie własnej skuteczności?

Zbliża się koniec roku 2018. Jeszcze niecały miesiąc i będziemy z hukiem wchodzić, wpadać lub niemrawo wczołgiwać się w rok 2019… Koniec starego i początek nowego to czas podsumowań i kolejnych, nowych planów.

W związku z tym zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak zwiększyć poczucie własnej skuteczności w kolejnym roku?

Wiem na pewno, że nie będę spisywać żadnych postanowień noworocznych, ponieważ na mnie to nie działa. Nie należę bowiem do osób, które potrafią skrupulatnie realizować każdy spisany na kartce plan. Moją domeną jest żywioł, ruch i zmienna różnorodność. Jednak to nie oznacza, że nie mogę znaleźć swojego złotego środka, łączącego planowanie z kreatywnym i niekiedy niszczącym chaosem.

1. Postanowienia noworoczne. Dlaczego zwykle ich realizacja kończy się fiaskiem?

Otóż zapisanie w punktach informacji, typu:

„W nowym roku

a) rzucę palenie

b) codziennie będę ćwiczyć, biegać, skakać

c) nie będę jeść słodyczy itd… „

zakłada wyjątkowo długi czas realizacji powyższych celów. To wydaje się piękne i możliwe do wykonania na samym początku stycznia albo jeszcze w grudniu, kiedy to niemal unosimy się nad ziemią, niesieni nadzieją na cudowną przemianę. Tymczasem, gdzieś po trzech tygodniach nowego roku zapał zaczyna opadać. Okazuje się, że ten czas jest za długi, że wola zaczyna słabnąć, co skutkuje utratą kontroli nad własnymi działaniami. Wszystko zaczyna się rozmywać, gdyż jeszcze za wcześnie na konkretne efekty naszych działań, a potrzeba gratyfikacji i zauważenia własnych postępów wciąż nie została zaspokojona. Pojawia się zniechęcenie oraz przerażająca świadomość, że to dopiero początek zaplanowanych zmagań. Zresztą, jak mierzyć osiągnięcia w ramach tak długiego czasu? Jak poczuć własną sprawczość?

2. Poczucie skuteczności to poczucie kontrolowania wyniku własnych działań, poczucie posiadania pewnego wpływu na własne życie.

I nie chodzi tu o totalną kontrolę wszystkiego co nas dotyczy, tylko o ugruntowanie się świadomości, że działając – krok po kroku – można zmienić swoją sytuację życiową. Nie muszą to być diametralne zmiany, wystarczą mniejsze, ale zauważalne. Gdy systematycznie zauważa się własne, choćby najdrobniejsze sukcesy poczucie sprawczości zaczyna rosnąć. I z czasem pojawia się zdolność do podejmowania coraz trudniejszych wyzwań. Ktoś może powiedzieć: łatwo się mówi, trudniej jest wykonać… Ano zobaczymy! W każdym razie jedno jest pewne, bez działania się nie obejdzie.

3. Jak zwiększyć poczucie własnej skuteczności?

W połowie października odbyłam bardzo inspirującą rozmowę z zaprzyjaźnionymi dziewczynami z wspólnego kobiecego kręgu – nastawionego na wzajemne wspieranie się w różnych sytuacjach. Dyskutowałyśmy między innymi o poczuciu własnej sprawczości. Wnioski z tej rozmowy przytoczę w tym i kolejnym punkcie. Przede wszystkim pojawiło się pytanie: co można zrobić, żeby zauważyć własną skuteczność w działaniu? Jedna z moich koleżanek Ewa Możdżeń, zaproponowała wyznaczanie sobie celów i zaznaczanie, gdy się je zrealizowało. I dodatkowo przypisanie sobie określonej ilości punktów za ich wykonanie. A wszystko po to, żeby uzmysłowić sobie, ile zrobiliśmy w ciągu dnia, pomimo że było to czasem dla nas trudne.

Odpowiedziałam, że będę w takim razie zapisywać wszystko, co udało mi się zrobić i zobaczę co z tego wyniknie. Wtedy inna koleżanka, Magda Lis, psycholog z zawodu i powołania, powiedziała coś bardzo dla mnie istotnego:

– „Polecam prosty zabieg, by nie mówić: udało mi się zrobić to czy tamto, tylko zrobiłam to, dokonałam tego”.

4. Dlaczego mamy mówić „zrobiłam/em coś, dokonałam/em czegoś” zamiast „udało mi się”?

Otóż zwrot „udało mi się” wskazuje na to, że dobrze wykonana praca nie jest wynikiem naszej skuteczności! To tylko przypadek, fuks, łut szczęścia, że udało się coś dobrego zrobić czy osiągnąć. To nie my się do tego przyczyniliśmy, tylko LOS!. My nadal nic nie potrafimy, nie umiemy, czasem trafi nam się jakiś okruch od życia… jak ślepej kurze ziarno. W ten sposób deprecjonujemy własne działanie, wkład pracy włożony w wykonanie czegoś. A to powoduje, że zauważenie własnej sprawczości jest niemożliwe. Natomiast przedłużające się w czasie niskie poczucie skuteczności może stać się przyczyną niechęci do działania oraz ucieczki od życia.

Nie wiem jak to jest u Was, ale ja od dziecka miałam tak, że gdy coś zrobiłam i to okazało się dobre, mówiłam – udało mi się… I cały czas żyłam w przekonaniu, że nie potrafię nic zrobić, tkwiłam w iluzji braku poczucia mocy i własnej skuteczności. A to blokowało moją kreatywność.

5. Poczucie sprawczości wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za własne działanie.

To umiejętność przypisania sobie nie tylko wyniku, ale i całego procesu działania, wszystkich podjętych kroków. Zarówno tych lepszych, jak i gorszych. Łatwiej to zrobić i dostrzec przy tym własną skuteczność, gdy jest się osobą uporządkowaną, systematyczną, konsekwentnie dążącą do celu. Trudniej, gdy ma się naturę człowieka wiecznie pogrążonego w chaosie. Skaczącego z kwiatka na kwiatek, podejmującego się różnych wyzwań. Dlatego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i popracować nad własnym poczuciem skuteczności. Zaczęłam testować różne pomysły na planowanie. Zaczęłam od codziennego wyznaczania sobie celów i próby realizowania ich.

Po tygodniu spojrzałam w notes i z przerażeniem stwierdziłam, że poniosłam sromotną klęskę. Tylko pierwszego dnia udało mi się zrealizować swoje plany, w pozostałe zaś wykonałam jedynie terminowe zobowiązania wobec innych. Reszty punktów, a było ich około pięciu każdego dnia, nie odhaczyłam. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się liście dotarło do mnie, że w przeciągu tego tygodnia zrealizowałam większość wytyczonych celów…

6. I wtedy pomyślałam sobie, że gdy coś nie działa w jeden sposób, zawsze można spróbować inaczej…

Bo niekoniecznie dana metoda jest zgodna z naszą naturą. To nie znaczy, że jest zła, ona jest po prostu nie dla nas. Testując codzienne planowanie, zrealizowałam większość punktów, choć nie w wyznaczonych dniach, tylko w innych. A to dlatego, że jestem chaotyczna i szybko się nudzę. Na co dzień załatwiam jedynie sprawy terminowe, a poza tym to hulaj dusza… Zajmuję się tym, na co przyjdzie mi ochota.

Gdy jestem zmuszona wykonać któryś z kolei punkt codziennego planu, bez względu na to czy jest on zapisany na kartce, czy nie – odczuwam znużenie i niechęć. Robię wtedy wszystko, by uniknąć przymusowego działania. Od prokrastynacji poczynając, na wykonywaniu innych zadań kończąc. I wtedy wkrada się poczucie winy, oraz przekonanie, że nie robię nic. Bo miałam pisać tekst, a uporczywie sprzątam mieszkanie. Bo miałam sprzątać, a gotuję. A na dodatek nie potrafię określić, co będę robić za godzinę czy pięć!

7. Plan tygodniowy.

Biorąc pod uwagę powyższe wnioski, postanowiłam przetestować metodę planowania tygodniowego. Moim głównym celem było polepszenie jakości swojego życia. Pragnienie, by nie realizować się w totalnym chaosie, z powodu którego gubię się w tym co robię.

Zdecydowałam, że w każdy weekend, w sobotę lub w niedzielę będę planować kolejny tydzień. Zadania do wykonania, zarówno te ważne czyli terminowe, jak i te których nie muszę wykonać na czas, zapiszę kolejno w notesie. Pod spodem, każdego dnia wynotuję swoje osiągnięcia.

8. Pierwsze spostrzeżenia.

Realizowanie planu tygodniowego, póki co, sprawdza się w moim życiu. Codziennie mam możliwość wyboru zadań, którymi się zajmę, zaś notowanie wykonanych celów pozwala mi zauważyć, ile w ciągu dnia zrobiłam, a przede wszystkim docenić własną pracę. W dni, kiedy mam więcej energii – idę do przodu niczym huragan, realizując z hukiem punkt po punkcie. Kiedy moja energia spada, pozwalam sobie na spokojniejsze i wolniejsze działanie. Jedyne czego muszę pilnować, to higiena pracy w dni kiedy mam nadmiar sił i chęci. Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy spasować, bo sen i wypoczynek również są potrzebne.

Co jeszcze? Otóż pojawiło się poczucie porządkowania wewnętrznego chaosu oraz większa świadomość codziennych działań, własnych potrzeb i reakcji. Poza tym, dużo efektywniej wykorzystuję swój czas, gdy nie dręczy mnie poczucie winy, że robię coś innego niż powinnam.

Na zakończenie napiszę tylko tyle, że zachęcam Was do tego, żebyście testowali różne sposoby działania oraz mobilizowania siebie do pracy.

Nie przejmujcie się, jeśli coś się nie powiedzie. Zawsze bowiem można spojrzeć na temat od innej strony i tak zmodyfikować daną metodę, by pasowała do Was i stawała się Waszym motorem napędowym, a nie kulą u nogi.

PODOBNE WPISY (kliknij na obrazek):

"Weź się w garść i zrób coś" - Liściem na wietrze pisane
Weź się w garść i zrób coś!
Jak wstać rano i mieć dobry humor? - Liściem na wietrze pisane
Jak wstać rano i mieć dobry humor?

2 Comments

    1. Liściem na wietrze pisane

      Ewo, dziękuję za miłe słowa i serdecznie pozdrawiam. Przez dłuższy czas plan tygodniowy, podobnie jak Ty, realizowałam podświadomie. Teraz – gdy testuję go z pełną świadomością – zauważam wzrost własnej skuteczności, a także dostrzegam wszystko co w ciągu tygodnia zrobiłam. A to skutkuje większym zaangażowaniem oraz chęcią do działania. Myślę, że za jakiś zrobię wpis podsumowujący moje doświadczenia, w którym przedstawię jak mi poszło testowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *